Rozdział 11

6.8K 394 15
                                    

- Co do cholery?! - Warknęłam i zerwałam się z siedzenia co nie było dobrym pomysłem bo dalej kręciło mi się w głowie.

- Siadaj! - Krzyknął.

- Nie... - Powiedziałam i zmierzyłam go wzrokiem. - Nie będziesz mi życia układał, idioto. - Warknęłam a on mnie spoliczkował i powiedział coś do tego drugiego po japońsku.

- Wydaje mi się jednak, że będę i to nawet w dużym stopniu! Może i moi synowie pozwalali sobie na takie zachowanie ale ze mną nie masz na co liczyć! - Warknął a ja zrozumiałam z kim właśnie rozmawiam. 

Ochroniarz o ile można było go tak nazwać złapał mnie za ramiona i posadził. 

- Tao... Cholera... - Powiedziałam po cichu. - Dlaczego oni mają Polskie imiona? - Wypaliłam bez zastanowienia. 

- Ich matka była Polką. -Odparł ale widziałam, iż to zły temat.

- Dowiem się chociaż dlaczego tak bardzo się na mnie uwzięliście? - Zapytałam 

- Wszystko w swoim czasie... - Powiedział a ja przewróciłam oczami. Oczywiście on musiał to zobaczyć i spoliczkował mnie. - Jeszcze raz przewróć na mnie oczami to ci je wydłubie. - Warknął i odszedł ode mnie kilka kroków.

- A kiedy chciałam się zabić to oni mi nie pozwolili... Trzeba było  im powiedzieć, że nie jestem wcale taka potrzebna...

- Zamknij się. - Warknął. - Widziałem co zrobiłaś na akcjach. Masz młoda talent. - Powiedział a ja zacisnęłam pięści. - A to co zrobiłaś tam w ich centrum "dowodzenia" było świetne, Gina dobrze dobrała ci sprzęt. - Stwierdził a mnie olśniło. - Sprzęt Giny, cały czas nosiłam te gumki od niej... - Chyba pojedziesz na akcje szybciej od innych. 

- Innych? Jakich innych? - Zapytałam a on spojrzał na mnie groźnie.

- Myślisz, że jako jedyna zostałaś porwana? - Zapytała i od razu zaprzeczyłam bo w mojej głowie pokazał się obraz Toma. - Niestety wielu z nich już nie ma. Nie przeszli szkolenia. Mam tylko nadzieje, iż ty dasz radę bo pokładaliśmy w tobie największe nadzieje. - Powiedział i jakby się uśmiechnął?

- Pokładaliśmy? Dlaczego w czasie przeszłym? 

- Tak powiedziałem? - Zapytał na co pokiwałam głową. - Musiałem się pomylić. - Stwierdził ale wiedziałam, iż coś się z tym wiąże. 

- Nie prawda. - Stwierdziłam. - Coś innego się za tym kryje a ja się dowiem. 

- Życzę powodzenia. - Odparł i pokazał coś temu osiłkowi. - Kuba odprowadzi cię do twojego nowego pokoju. - Powiedział i odwrócił się w stronę okna, wyciągnęłam z kieszeni kawałek szkła i chciałam wbić go w plecy mężczyzny.

Ten szybko się odwrócił jakby przewidział co chciałam zrobić, zablokował moją rękę, zabrał mi szkło i kopnął przez co wylądowałam na podłodze.

Chwilę później drzwi do wielkiego jak mniemam gabinetu się otworzyły a ten idiota wszedł do środka i zaczął się śmiać. Ojciec tylko zmierzył go wzrokiem i od razu przestał. Pokazał mi ręką, że mam do niego podejść i od razu to zrobiłam. Czułam się dziwnie w towarzystwie tego faceta. Wiedziałam, iż wystarczy jedno skinienie i jego osiłek połamie mi kręgosłup ale nawet nie to tak mnie przerażało. Jego spojrzenie było zabójcze i przeszywające duszę. Dosłownie... 

Wyszliśmy z pomieszczenia i skierowaliśmy się do windy... Cholernej windy! A ja biegłam po schodach! Ugh... 

Wjechaliśmy na 19 piętro w zupełnej ciszy. Kuba cały czas trzymał mnie za ramie na wypadek gdybym chciała coś zrobić. Chciałam ale dopiero w pokoju. Chłopak zaprowadził mnie do drzwi, wyciągnął z kieszeni klucz i szybko je otworzył. Pokazał, iż mam wejść do środka, tak też zrobiłam.

- Niedługo przyjdę. - Powiedział szybko. - Nic ostrego tu nie znajdziesz. - Warknął i zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Dosłownie te cholerne drzwi dotykały mojego nosa!

Oparłam się o nie plecami i zjechałam na podłogę, znowu płacząc. 






Porwana po raz drugiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz