Rozdział 1

646 40 1
                                    

- Co to ma znaczyć?- zapytała ostro Amelia pomimo swojego badziewnego położenia. Zaczęła gramolić się z podłogi, a ja poszłam w jej ślady. Nas jest dwie, ona jest jedna a to my wyglądamy na takie, co umieją walczyć. Jakby co, damy sobie radę!
- Oznacza to, że jeden z naszych Buldożerców
- Waszych Buldożerców?- zapytałam kładąc wielki nacisk na pierwsze słowo w szczególności.
- Owszem obiekcie- zaczęła Pani Kanclerz, ale znowu nie pozwoliłam jej dokończyć. Rzuciłam się sprintem do audytorium. Oczekiwałam jakiejś reakcji, wezwania straży, zasłonięcia twarzy rękoma, czy coś w tym stylu ale ona tylko wpatrywała się w nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy tak strasznie rozpędzona już miałam się wybić i wskoczyć na audytorium nagle uderzyłam w jakąś niewidzialną ścianę. Stanęłam w szoku, sparaliżowana. Kolana się pode mną ugięły. Dotknęłam włosów. Obficie sączyła się z nich krew. Zabrudzoną ręką przetarłam oczy, by doszczętnie nie zostały zalane przez krew. Moją krew. Osunęłam się na podłogę. Przed oczami tańczyły mi mroczki. Ostatnią rzeczą jaką widziałam była podbiegająca do mnie Amelia, a potem straciłam przytomność.
******

Pierścienie OgniaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz