Rozdział 1

134 5 0
                                    

 Witam :) 

To opowiadanie autorstwa Orchideous w oryginale ukazuje się po angielsku i można znaleźć je tutaj:

https://archiveofourown.org/works/12859923/chapters/29369457

Jest na tyle świetne, że postanowiłam je przetłumaczyć. W głównej mierze zrobiłam to dla siebie, ale miło, jeśli ktoś to przeczyta (starałam się przełożyć je jak najlepiej) i dzięki temu polubi je tak mocno, jak ja. Nie przedłużając, zapraszam do lektury!

------------------------------------------------------------------------------------------


Być może to musiało się wydarzyć.

 Nacisnął i zburzył mocną barierę, którą zbudował Souichi, i spróbował zbudować tam sobie dom. Jednak to nie wystarczyło. Bolało go w każdy możliwy sposób. Jego ciało. Jego umysł. Jego serce.

- Zacznij panować nad tą swoją chorą wyobraźnią!

 Myślał, że był szczęściarzem, że zaszedł tak daleko, by trzymać blisko Souichiego i próbować pokazać mu jak wiele dla niego znaczy. Jak bardzo zmienił swoje podejście do miłości, kiedy miażdżąca pokusa, żeby się poddać, była nie do zniesienia?

- Jeszcze nigdy nie zrobiłem tego z własnej woli!

 To musiało się przerwać, nie mogli już dłużej kontynuować. On nie mógł kontynuować.

 Miłość, o którą dbał i którą chronił, rozpadała się na jego oczach i nic nie mógł na to poradzić. Mógł jedynie patrzeć, jak znika.

 Nawet zmartwienie, które pokazał następnego ranka Souichi, kiedy obudził go śpiącego na posłaniu, które przygotował na podłodze w laboratorium, nie wystarczyło. Gdyby to był raz, ale jego serce nie mogło już znieść jednostronnej natury ich uczucia. Pragnął więcej, pragnął zaangażowania, trzymania za rękę i serc bijących jednym rytmem.

- Koniec z włóczeniem się! Zostań w mieszkaniu, przynajmniej będę wiedział, gdzie jesteś!

 Tego popołudnia zlekceważył życzenie Souichiego i spakował wszystkie swoje rzeczy.

 Pudła w jego sypialni i dwie walizki w dłoniach. Spojrzał na miejsce, które nazywał domem.

 Kilka godzin później w pociągu nie potrafił już powstrzymywać łez.

 Ich dom. To mógł być ich dom.


Pięć lat później


- Tetsuhiro! Spotkanie o piątej! - Nowy stażysta, Kaoru, zapukał w drzwi.

 Tetsuhiro ze swojego miejsca za biurkiem pokiwał głową z nikłym uśmiechem i skorzystał z okazji, by wyciągnąć się na krześle. Spotkanie było pożądaną odmianą od papierkowej roboty, która piętrzyła się i na pozór samoistnie rozmnażała.

 Zamiast męczyć się z nowym projektem, pozwolił, by spokój pomieszczenia oddziaływał na niego. Jego kolega z biura został wysłany w delegację za granicę, do jednego z nowszych filarów firmy, i Tetsuhiro wiedział, że kiedy wróci, ciężko mu będzie znów dzielić z nim przestrzeń.

 Spojrzał w dół na swój nowy zegarek, urodzinowy prezent od chłopaka, i wstał z jękiem. Zbliżał się koniec dnia i chciał, by to spotkanie było jak najkrótsze. W głowie mu było jedzenie.

 Kiedy opuścił biuro udając się na spotkanie, Kaoru przyłączył się do niego.

- Jakiś pomysł, o co może chodzić? - Zapytał Tetsuhiro, kiedy razem szli.

Serce, zaklej swe pęknięcia (Heart, cover your tracks)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz