Rozdział 8.

826 28 1
                                    

Jax...


Podróż do Włoch była długa i męcząca. W samolocie przeglądnąłem dokumenty wszystkich moich interesów w Europie i zaznajomiłem się szczegółowo ze wszystkimi majątkami. Z lotniska odebrała nas limuzyna i zawiozła do domu. Jechaliśmy spory kawał drogi z lotniska w Palermo do Casa Di Guarnerii. Cameron podziwiał widoki i snuł domysły o tym, co szykuje Paolo dla mnie na powitanie. Lewis siedział obok kierowcy i prowadził luźną rozmowę. Niby nic szczególnego, ale doskonale wiem jak pracuje szef mojej ochrony. Kierowca, Luie nie miał najmniejszego pojęcia ile dostarczył mu informacji począwszy od domu i okolicy, a na Ricci kończąc.

Do domu przyjechaliśmy popołudniu i na podjeździe czekał na mnie komitet powitalny. Mario i Diana zajmowali się domem i pilnowali wszystkiego co się tam działo, obok nich stał mój włoski prawnik Lorenzo Costa. Kiedy samochód się ztrzymał, Lewis wyszedł otworzyć nam drzwi. Podszedłem do schodów, a cała trójka skłoniła głowy.

- Benvenuto Don Guarneri. To prawdziwy zaszczyt i radość Cię tutaj gościć wraz z Twoimi przyjaciółmi. Zapraszam do środka. - Diana z uśmiechem poprowadziła nas do wielkiego salonu. 

- Proszę się rozgościć, za chwilę podamy obiad, a Mario zaprowadzi Ciebie Don i Twojego gościa do waszych pokoi.

- Dziękuję Diano. Cieszę się, że mam okazję poznać Cię osobiście. Dużo słyszałem o tym co robisz dla Casa Di Guarneri od Lorenzo.

- Och, Don to żaden problem. Nie mamy tu zbyt wielu gości, ale liczymy na to, że teraz będziesz częściej się pojawiał na ojczystej ziemi swojej matki. Brakuje nam tutaj obecności Państwa.

- Nie mogę nic obiecać, bo teraz sporo się dzieje i w moim życiu publicznym i prywatnym, ale wiem, że moja matka wybiera się w odwiedziny już niedługo.

- Byłoby cudownie! Nie widziałam Signory od bardzo dawna.

- Świetnie się więc składa, że zajrzy tutaj w trakcie swojej podróży z moim Papą.

Diana uśmiechnęła się i w pośpiechu opuściła salon, pędząc do kuchni.

- Siadaj Lorenzo, nie musimy być tacy oficjalni.

- Grazie, Don Guarneri. Nic pilnego do załatwienia w tej chwili nie czeka. Jak minęła podróż? - Lorenzo usiadł na kanapie i wygodnie się rozłożył.

- Przyjemnie, ale nużąco. Strasznie długi lot, przynajmniej miałem czas popracować trochę nad wszystkim co otrzymałem od Ciebie. Pozwól, że przedstawię Ci mojego najlepszego przyajciela : Cameron Sandhill - Lorenzo Costa.

Mężczyźni podali sobie ręce, a ja nalałem po kieliszku wina dla każdego z Nas.

- Jest wiele spraw, o których musimy porozmawiać, ale te mniej ważne zostawimy sobie na jutro. Mam ochotę przejechać się po posiadłości.

Do salonu weszła Diana i zaprosiła Nas na posiłek. Stół był suto zastawiony tradycyjnym włoskim jedzeniem : Ravioli, risotto, lasagne, focaccia w kilku smakach, ser gorgonzolla i całe mnóstwo innych przekąsek. Mario wysunął dla mnie krzesło u szczytu stołu. Gdy już wszyscy zajęliśmy swoje miejsca wzieliśmy się za jedzenie.

- Don, na jutro masz zaplanowane spotkania z kilkoma swoimi dzierżawcami i zarządcami winnic i innych przedsiębiorstw. Pozwoliłem sobie zarezerwować cały Twój czas jutro wieczorem, a pojutrze zaczną się zjeżdżać goście na Feste. Impreza będzie trwać trzy dni i spodziewamy się około osiemdziesięciu gości. Nie wiem jak długo planujesz zostać, ale chciałbym załatwić z Tobą najważniejsze sprawy.

Pierwsza i ostatnia    Texas Hot Blood 1. ZAKOŃCZONE!Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz