Luttelly
Czerwiec 2025. Wielka willa pod Gdańskiem, ekipy 2115 i 2020club, i najgorętsze lato od lat. Wszyscy myślą, że to będą wakacje życia - wspólne numery, oporowe chlanie, skutery wodne i słońce, które nie chce zajść.
W samym środku tego zamieszania jest Oliwka. Blada, złośliwa, zawsze w oversize'owych bluzach Oskara, mimo że termometr pokazuje trzydzieści stopni. Mówią, że jest po prostu „artystycznie przećpana" sławą. Że ten kaszel to od szlugów, a trzęsące się ręce to stres przed premierą.
Oskar chce z nią biec przez to lato jak w jakiejś durnej bajce o dwóch jelonkach. Chce planować wrzesień, wspólne wyjazdy i dom pod lasem. A ona? Ona tylko uśmiecha się krzywo znad puszki Pepsi i kłamie mu prosto w oczy:
„Proszę, nie planuj wspólnych wakacji we wrześniu. Dlaczego? Bo ja... chyba chcę zrobić trasę, taką w chuj dojebaną i długą. Trochę to pewnie zajmie".
To historia o lecie, które miało się nie kończyć. O płytach, które miały być nieśmiertelne. I o dziewczynie, która obiecała trasę po całym świecie, wiedząc, że jej własny świat właśnie gaśnie na oczach wszystkich, którzy ją kochali.