chaptersofblood
Uśmiechała się tak, jakby słońce nigdy jej nie opuściło.
Ale w oczach nosiła cień.
Cień, który znał ból. Cień, który szeptał o nocy, gdy wszystko pękło.
Amara była jak wiersz niedokończony -
każda linijka pełna tęsknoty, każda spacja
krzyczała ciszą.
Nikt nie zauważał, że jej uśmiech był zbroją, nie
ozdobą.
Że śmiech brzmiał jak echo lęku.
Że szczęście było w niej tylko na chwilę, jak
światło przemykające przez szparę w drzwiach.
Aż pojawił się ktoś, kto nie bał się czytać
między wersami.
Ktoś, kto nie chciał jej naprawiać.
Tylko być.
To historia o dziewczynie, której serce
szeleściło jak stare strony - cienkie, porwane
ciszą, splamione wspomnieniem.
O duszy, która znała ciemność tak dobrze, że
zaczęła nazywać ją domem.
I o tym, że czasem najtrudniej nie jest przeżyć
noc...
lecz otworzyć oczy, gdy wreszcie wschodzi
świt.