Avieline16
- Czy to Riddle? - Głos Draco wyrwał go z intensywnego wgapiania się w tyłek bardzo przystojnego bruneta. Rozbierał go właśnie w myślach i planował, jak przekonać mężczyznę, żeby wymknął się z nim z baru.
- Riddle? - zapytał zdezorientowany i podążył wzrokiem w kierunku, w którym spoglądał jego przyjaciel. - Kurwa, Riddle.
Wspomniany mężczyzna stał przy barze i czekał, aż barman skończy przygotowywanie jego drinka. Wprawne oczy Harry'ego wychwyciły, że to whisky sour. Jego ulubiony.
Co prawda w miejscu takim jak to można było liczyć jedynie na marną mistyfikację tego cudownego trunku. Nie podawali go z białkiem, ale za to był znacznie tańszy, niż w bardziej "luksusowych" przybytkach. Chociaż "luksusowy" w tym przypadku oznaczał dosyć zwyczajnym, bo miejsce, w którym się znajdowali śmiało mógłby nazwać meliną.
Dlatego tym bardziej nie rozumiał, co Riddle tutaj robił. Doktor kryminologii Tom Marvolo Riddle. Jego wykładowca kryminologii na czwartym roku studiów. Jego promotor przez czas pisania pracy magisterskiej. I człowiek, do którego Harry miał niezdrową słabość.
- Co on tutaj robi?
Draco wzruszył ramionami na jego pytanie.
- Może też chce się skurwić w miejscu, w którym nikt go nie rozpozna i do którego nie należy? - Harry prawie się opluł na odpowiedź Malfoy'a. - Albo tak jak ty ma nadzieję zabrać jakąś naiwną duszę do domu i przelecieć? Może zabierze ciebie? Masz w końcu swoją szansę.
czyli
Harry Potter świętuje obronienie swojej pracy magisterskiej i przypadkowo spotyka w barze swojego promotora, na którego punkcie ma obsesję.