VivienneAsam
- Reads 4,749
- Votes 399
- Parts 33
Powoli do mnie podszedł, wyciągnął rękę w moją stronę. Spojrzałam na nią. Uratował mnie i to nie raz, ale jak mogłabym mu zaufać? Pozwalał na to co tu się dzieje. Pozwolił zabijać kobiety, mężczyzn, dzieci, nawet te nienarodzone. Jak mogłabym się zgodzić? Przecież on jest potworem. On jest po prostu potworem, jak ta cała reszta żołnierzy. Parę dobrych uczynków nie wymaże zbrodni.
-Sumienie cię ruszyło? Jedna uratowana nie zbawi cię.-wyciągnęłam palec w stronę nieba- Tam taka dusza jak ja nic nie znaczy, rozumiesz?
-Nie zbawię całego świata, ale ciebie mogę.
Podszedł do mnie i obejmując, dźwignął mnie z ziemi. Nie miałam już siły walczyć, nie tym razem. Poddałam się, zalewając się łzami. Drżącymi rękami odepchnęłam go, ale pozwoliłam się uratować. Nie stawiając oporu poszłam za nim. Jeśli ma siłę, nich mnie zbawia.