___acds
- Reads 2,442
- Votes 262
- Parts 12
Rodzina była dla Petera wszystkim. Nie metaforą, nie ładnym słowem do wycierania emocji, tylko realnym powodem, żeby wstawać rano i jeszcze się nie rozpaść. Rodzina w jego słowniku oznaczała wyłącznie dwie osoby: wujka i ciocię. Nikogo więcej nie miał i wystarczało mu to w zupełności. Drugą połową sensu istnienia było bycie Spider-Manem. Bohaterem. Kimś, kto ratuje, pomaga, sprawia, że obcy ludzie choć przez chwilę czują się bezpieczniej. Peter kochał to uczucie. Kochał widzieć uśmiechy, nawet jeśli sam ledwo trzymał się na nogach.
Problem w tym, że nic nie trwa wiecznie.
Jednego dnia stracił jednego członka rodziny, drugiego dnia drugiego członka.
Trzeciego dnia stracił chcęć do bycia bohaterem. Najpierw była rozpacz, dusząca, ciężka, taka która nie pozwala oddychać. Potem przyszło coś znacznie gorszego - gniew. Surowy, lepki, wżerający się w myśli. Gniew, który domagał się krwi i sprawiedliwości na własnych zasadach. Zemsty. Peter był gotów ją wziąć. I wtedy ktoś mu to odebrał.
Organizacja o nazwie SHIELD. A na jej czele stał Nick Fury. Peter nienawidził Fury'ego. Ale jeszcze bardziej nienawidził kogoś innego. Egocentrycznego, obrzydliwie bogatego dupka, który uważał, że pieniądze i arogancja są odpowiedzią na wszystko. Tony'ego Starka.
Peter to niewychowany, wściekły dzieciak z ogromnym potencjałem i jeszcze większymi problemami. Złamany, ale nie do końca. Niebezpieczny, ale nie stracony. Przynajmniej tak wydaje się Starkowi. Bo według niego wszystko da się naprawić. Nawet chłopaka, który stracił wszystko i już dawno przestał wierzyć, że zasługuje na ratunek.
Notka od autorki:
Proszę nie zwracać zbytnio uwagi na pierwsze trzy rozdziały, wtedy nie miałam jeszcze pomysłu na książke. Nie wyszły one tak jak chcę, mogłabym je zmienić... ale jestem zbyt leniwym dupskiem na to.
Więc proszę nie przywiązywać do nich większej wagi.