whitemintinwinter
- Reads 125,326
- Votes 891
- Parts 3
Aurora Różewska była dla niego ostoją spokoju w tym zniszczonym, przepełnionym grzechem mieście. On sam dla niej był przypadkiem, będącym jeszcze bardziej nieprzewidywalnym niż ulicę tego miasta, z duszą rozsypaną na miliony odłamków, których nikt wcześniej nie próbował poskładać.
Michał Matczak nie był zagrożeniem ani historią, pełniącą błędy. Był popękany, a przez pęknięcia przebijało światło. Ona z kolei była dla niego czymś nierealnym. Zbyt czystym i zbyt dobrym, żeby mogło przetrwać poza tamtym miejscem. Czasami miał wrażenie, że wystarczy jeden jego ruch, jedno nieostrożne słowo, a ona rozsypie się jak szkło pod jego ciężarem.
𝓪𝓵𝓮 𝔀𝓻𝓪𝔃̇𝓮𝓷𝓲𝓪 𝓬𝔃𝓮̨𝓼𝓽𝓸 𝓫𝔂𝔀𝓪𝓵𝔂 𝓶𝔂𝓵𝓷𝓮.
" 𝓣𝓸 𝓬𝓸 𝓭𝔃𝓲𝓮𝓳𝓮 𝓼𝓲𝓮̨ 𝔀 𝓥𝓮𝓰𝓪𝓼... 𝓽𝔂𝓶 𝓻𝓪𝔃𝓮𝓶 𝓽𝓪𝓶 𝓷𝓲𝓮 𝔃𝓸𝓼𝓽𝓪𝓷𝓲𝓮."