Master2026
- Reads 1,956
- Votes 27
- Parts 13
W sypialni było duszno, wypełnione rytmicznym oddechem Dereka i Rosie. Właśnie wtedy, w samym środku ich bliskości, drzwi skrzypnęły. Jax stał w progu, oświetlony od tyłu światłem z korytarza. Nie wyglądał na zaskoczonego. Wyglądał jak ktoś, kto przyszedł odebrać to, co mu się należy.
- Dwadzieścia cztery lata - wychrypiał Jax, zrzucając koszulę jednym ruchem. - Pora na coś, czego nie zapomnę.
Rosie nie protestowała. Rozsunęła się, robiąc mu miejsce, jakby ten moment był zaplanowany na długo przed ich wejściem do łóżka. Derek poczuł zimny dreszcz, gdy dłonie Jaxa, starsze i pewniejsze, zacisnęły się na jego biodrach.
Napięcie między nimi pękło, gdy Jax klęknął. Nie było w tym delikatności - była zaborczość jubilata. Kiedy usta Jaxa zamknęły się na członku Dereka, świat tego drugiego po prostu przestał istnieć. Czuł na sobie wzrok Rosie i dłonie Jaxa, a w głowie huczała mu jedna myśl: to już nigdy nie będzie tylko „on i ona".
Ale ta urodzinowa euforia miała swoją cenę. Bo kiedy Jax skończył, wstał i bez słowa wyciągnął rękę do Rosie, a ona ją przyjęła... Derek zrozumiał, że w tej grze był tylko środkiem do celu.