AMTamarska
Od tamtej pamiętnej nocy w piwnicy minęła dekada. Dziesięć długich lat, które nie przyniosły Remigiuszowi ani ulgi, ani zapomnienia. Jakby część niego została tam razem z nią - w chłodzie betonu, w ciszy przerywanej tylko jej oddechem, w strachu, którego nie potrafił jej wtedy oszczędzić.
Poczucie winy wżerało się w niego jak rdza. Wyrzuty sumienia paliły go od środka, nie pozwalając oddychać pełną piersią. A sny... sny wracały noc po nocy, jak zacięta płyta. Te same obrazy, te same słowa, ten sam moment, którego nie potrafił ani cofnąć, ani wymazać.
A kiedy w jego życiu pojawiła się Kamila, nic nie zapowiadało burzy. Była tylko dziewczyną, którą miał poprowadzić, wesprzeć, nauczyć paru rzeczy o jedzeniu i o samej sobie. Podopieczna. Nic więcej. A jednak burza przyszła szybciej, niż zdołał się zorientować - cicha na początku, niemal niezauważalna, aż nagle uderzyła z siłą, która rozszarpała jego spokój na strzępy.
W Remigiuszu zaczęła się walka, jakiej wcześniej nie znał: pomiędzy rodzącym się uczuciem do kogoś, kogo powinien chronić przed sobą samym, a zdradą wobec tej, której zbyt późno zrozumiał, że naprawdę ją kocha. Tamto uczucie - spóźnione, bolesne, konsekwentnie wypierane - wracało do niego jak echo, jak wyrzut, jak przypomnienie wszystkiego, czego nie zrobił, kiedy mógł.