godscreates_
- Reads 1,316
- Votes 123
- Parts 7
Han Jisung miał w życiu wiele ambitnych marzeń.
Zdanie matury nie było jednym z nich.
Na ten moment wystarczyło mu jedno: nie zostać wyrzuconym ze szkoły.
Biorąc pod uwagę, że miał talent do pakowania się w kłopoty szybciej, niż znajdował własną salę lekcyjną, nawet to było całkiem wymagającym wyzwaniem. Wszystko szło względnie dobrze. No, względnie.
Dopóki do szkoły nie przeniósł się Lee Minho.
Nowy uczeń. Chodzący problem. Człowiek z wiecznie bezczelnym wyrazem twarzy i niewiarygodną zdolnością doprowadzania innych do szewskiej pasji. Szczególnie Jisunga. Pierwszego dnia prawie się pobili. Drugiego dnia prawie się pobili. Trzeciego dnia nauczyciele zaczęli rozważać, czy nie posadzić ich na przeciwnych końcach budynku. Nie pomogło. Kłócili się o wszystko. O szkolne projekty. O miejsca w stołówce. O muzykę. O to, kto kogo pierwszy wkurwił.
O rzeczy tak absurdalne, że czasami sami zapominali, od czego zaczęła się awantura.
Większość uczniów była już tak przyzwyczajona do ich dram, że traktowała je jak darmowy serial emitowany na szkolnych korytarzach.
Niestety dla Jisunga, im więcej czasu spędzał z Minho, tym bardziej zaczynał zauważać rzeczy, których zdecydowanie nie chciał zauważać.
Teraz Jisung stoi przed najgorszym kryzysem swojego życia. Nie chodzi o szkołę. Nie chodzi o oceny. Nie chodzi nawet o groźbę wyrzucenia. Chodzi o to, że człowiek, którego najchętniej udusiłby własnymi rękami, coraz częściej pojawia się w jego głowie.
A Han Jisung już dawno nauczył się jednego: jeśli coś zaczyna się od „to chyba nie jest taki zły pomysł", to zwykle kończy się katastrofą.
Lee Minho zapowiadał się być największą.