lysy6767
W XVII-wiecznej Polsce od pokoleń ludzie szeptali o rusałkach wabiących śpiewem, utopcach czających się w jeziorach, leszych strzegących puszcz, południcach błąkających się po polach, zmorach nawiedzających nocą, strzygach i krwiożerczych wampirach. Jedynie domowiki uznawano za przyjazne stworzenia. Większość uważała te opowieści za zwykłe legendy... dopóki ktoś nie znikał bez śladu.
Największą tajemnicą pozostawał jednak Czarny Dwór. Mówiono, że jego pan potrafił uleczyć każdą chorobę. Wystarczyło jedynie odnaleźć drogę i mieć czyste serce, bo ci, którzy pukali do jego drzwi ze złymi zamiarami, już nigdy z tego lasu nie wracali.
Stary Pan Czarnego Dworu przez długie lata odwiedzał okoliczne wsie, pomagając każdemu, kto potrzebował ratunku. Po jego odejściu posiadłość odziedziczył syn. Pojawiał się znacznie rzadziej, lecz za każdym razem mieszkańcy witali go z taką samą nadzieją, wierząc, że potrafi uleczyć nawet to, z czym inni dawno się poddali.