Maya_mi201
- Reads 302
- Votes 32
- Parts 30
Z nim nie ma opcji! On się nawet nigdy nie całował!" - krzyk Pomni w ciemnym składziku miał być jej furiackim triumfem, ostatecznym upokorzeniem drania, którego nienawidziła z całego serca.
--Widzisz, Pomni... Ja się BARDZO szybko uczę" - szorstki, niski szept Jaxa sekwencję później stał się jednak jej najgorszym wyrokiem.
W tym przeklętym, lodowatym miejscu nienawiść to najbezpieczniejsza zasłona dymna. Jax i Pomni doprowadzili tę toksyczną grę do czystej perfekcji. Za dnia potrafią bezczelnie pokazywać sobie środkowe palce przy stole, rzucać w siebie wyzwiskami na oczach Ragathy i niszczyć jadalnię wylewaną z wściekłością zupą. Robią wszystko, byle tylko utrzymać dystans. Byle nikt nie przejrzał ich pozorów.
Ale noc rządzi się własnymi, bezwzględnymi prawami, przed którymi oboje są całkowicie bezbronni.
Ciche kliknięcie zamka w nocy . Gorący, pognieciony materac. Drżące, mocno splecione palce pod kołdrą, gdy duma w końcu pęka, a ich własne ciała szukają w mroku jedynego ratunku przed koszmarami. Oboje tkwią w chorym, bolesnym zaprzeczeniu. Kłócą się i syczą na siebie, nie chcąc przyznać przed samymi sobą, że ta chora, potajemna obsesja jest silniejsza niż jakikolwiek zdrowy rozsądek.
Opowieść o tym, jak cienka jest granica między czystą furią a niszczycielską bliskością, gdy jedyne ciepło należy do twojego największego wroga.