rudaowsianka666
Robiło już się ciemno. Powietrze było rześkie i zbierało się na deszcz. Mały Alek szedł alejką przez las. Miał bardzo zły humor. Miał ochotę krzyczeć i płakać, ale szedł w milczeniu. Słyszał coś przez cały czas. Jakieś szepty, głosy. Wariował. Z sekundy na sekundę było coraz gorzej i on to wiedział. Bał się. Nie wiedział co jeszcze jego szaleńczy umysł wymyśli. Zobaczy bądź usłyszy. W końcu upadł na kolana w milczeniu i tak klęczał przez dobre 10 minut. Próbował pozbierać wszystkie myśli. W końcu podniósł głowę i zobaczył go... to. Ta postać, która go prześladuje od tygodni. Stała niecałe 5 metrów przed nim. Sparaliżowało go, nie był w stanie się ruszyć ani nic powiedzieć. Osobnik w płaszczu i kapeluszu zaczął iść powolnym, ale pewnym krokiem w jego stronę. To mi się wydaje to nieprawda ja tego nie widzę to ten pieprzony mózg... Powtarzał sobie Alek . Jednak gdy ta postać stanęła tuż przed nim, sam przestał wierzyć w to co sobie wmawiał. To „coś" spojrzało spod kapelusza pustymi oczami, dosłownie, nie miało oczu. Uśmiechnęło się do klęczącego chłopaka. Wtedy Alek zauważył braki w uzębieniu u postaci. Coś o posturze człowieka oblizało się, wyjęło wielki nóż i po prostu poderżnęło bezbronnemu chłopakowi gardło, bez skrupułów. Martwe ciało bezwładnie upadło na ziemię. Postać uśmiechnęła się i jakby nigdy nic odeszła.