Disssember
Nocą, błyskawice przecinały niebo.
Deszcz lał się strumieniami na ziemię. W całej okolicy nie było prądu.
Ona-sama w ciemnym domu,
patrzyła przez okno zamyślona.
Wokół ogłuszająca cisza, słychać tylko szumiącą ulewę.
I znowu błysk, jak flesz oślepiający.
Coś w korytarzu. Dźwięk się powtarza. Odskoczyła od okna. Podniosła wazon z biurka, odłożyła sztuczne kwiaty i powoli przesunęła się do drzwi.
Uchyliła je lekko czekając, aż grzmot rozjaśni pomieszczenie. Przeszła korytarzem, zerknęła na dół ze schodów, ale nic nie zauważyła.
Wróciła do pokoju i usiadła przy oknie, odkładając wazon. Drzwi lekko drgnęły.
Annie odwróciła się w ich stronę. Zamknęła je i znów znalazła się tuż przy szybie. Chwilę później drzwi znowu się otwarły, a w pomieszczeniu rozległo się pukanie, jakby z sufitu. Dziewczyna wystraszona zbiegła na dół. Całkowita ciemność. Usiadła na kanapie, patrząc na drzwi wejściowe. Po kilkunastu minutach zasnęła i bezwładnie opadła na sofę.