AdrittExe
Delikatna mrzawka nie przeszkadzała tego wieczoru nikomu. Każdy pędził w swoim kierunku, przynależąc do tych pracowitych szczurów, którymi wypełniony był cały Nowy Jork. Gryzoni, które nie siliły się nawet aby zwrócić uwagę na trójkę młodych chłopaków z bluzami na głowach. W tłumie i tak nigdy by nie odkryli swoich twarzy. Na pewno nie w tym świecie. Z zaciśniętymi dłońmi na motorze, ruszyli spod okradanego sklepu na same obrzeża miasta.
I kiedy w centrum Nowego Jorku było słychać nieustanne trąbienie i donośny szum mieszających się ze sobą setek rozmów, gdzieś kilkaset kilometrów dalej, w miejscu, o którego istnieniu pojęcie miało zaledwie garstka osób, szalał niewyobrażalny pożar. A tuż przed nim stał uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak. Był wreszcie wolny. I nikt go już nie zatrzyma.