Agel525
- Chyba po raz pierwszy jesteś dla mnie miła - bąknął pod nosem, a ja wylałam wodę utlenioną na jedną z ran. Syknął, a ja uśmiechnęłam się do niego najsłodziej, jak tylko potrafiłam.
- Wybacz, chciałam mocniej. - Will parsknął, jakby znowu moja wredna odzywka nie robiła na nim większego wrażenia, a tylko go rozśmieszyła.
- I tak mnie kochasz.
- Nie.
- To mnie pokochasz. - Teraz to ja parsknęłam śmiechem. Jak niby ja, Katrine Shay, mogłabym pokochać go, Williama Johnsona... chwila moment... to brzmi jak początek kiepskich oświadczyn...