Eldorin_
Noc była zimna i ciemna jak bezkresna pustka, gdzieniegdzie tylko rozświetlona marnym blaskiem odległych gwiazd. A wtem - nagły biały promień rozdarł nieboskłon, niszcząc wszystko na swej drodze, nie szczędząc drzew, murów ani istot żywych. Blaskiem swym objął całe Wegos. Potem, jakby na zawołanie, rozległ się potężny wybuch. Tenże nie miał na celu zniszczenia murów ani roślinności - cel jego był znacznie subtelniejszy. Zniszczył on przynależność.
Aeonia z rodu Varellów, zrzekając się swej boskości oraz rodowego nazwiska, zyskała wolność, lecz kosztem niebywałym. Jej rubinowe oczy straciły kolor, a rumiane policzki zastąpiły chłodne, niemal martwe odcienie, jakby dusza uleciała z jej ciała. Promień przygasł, huk wybuchu opadł, a w komnacie zaległa cisza.
Straż rodowa Varellów wpadła do komnaty księżniczki Aeonii, wywołując zamęt. Na czele szedł Ser Mound Darklyn, dowódca Straży Królewskiej, mąż nieustraszony. Widok, jaki zastał, zdumiał go i przeraził zarazem. Sufit komnaty był rozerwany, a młoda księżniczka leżała na ziemi, zwinięta w kłębek, naga i bezbronna. Nad nią stała postać kobiety w dużym czarnym kapeluszu, która, dostrzegłszy Darklyna, cofnęła się nieco. Rycerz rzucił się ku niej, lecz zanim zdążył ją pochwycić, rozpłynęła się w powietrzu, wydając z siebie upiorny, triumfalny śmiech.
Powiadają, że Ser Darklyn do dziś śni o jej jaskrawo zielonych oczach, które w jego wspomnieniach rozpływają się jak dym, pozostawiając po sobie tylko echo tamtej upiornej nocy.
"Oh mother, a curse upon thee, for the purpose thou hast bestowed upon mine existence."