Annie_Theo
Trzymał ją w ramionach, modląc się, błagając kogokolwiek kto mógł usłyszeć, żeby to nie była prawda. Ale jej otwarte szeroko oczy wpatrywały się w nicość; ciało było ciężkie i bezwładne. Nie czuł znajomego mrowienia ani fal mocy. Nic. Cisza.
Pozostało jedno, choć nie wiedział, czy ma wystarczająco dużo siły, by to zrobić.
Położył dłoń na jej brzuchu, w miejscu, w którym ona trzymała swoją dłoń na jego ranie i ją zasklepiła, jakby chciał oddać z powrotem jej niespodziewany gest.
Zamknął oczy. I po raz pierwszy w życiu był świadomy i pewny tego co robi.
Nie mógł oddychać. Czuł się jak w malignie, jedynym jego pragnieniem było, żeby to zadziałało. Już prawie tracił nadzieję, ale chciał doprowadzić to do końca, żeby żadna szansa nie została zmarnowana. Sam zdawał sobie sprawę, że nie ma już żadnych szans.