LidGrz
- Прочтений 85,137
- Голосов 7,983
- Частей 41
- Muszę się tobą zaopiekować. Twojemu życiu zagraża niebezpieczeństwo. Ja mogę...
- Łżesz! - Przerywam mu. - Jakie znowu niebezpieczeństwo?! Jedynym niebezpieczeństwem, jakie mi obecnie zagraża jesteś ty!
Nie mam pojęcia jak się stąd wydostać, a chcę tego w tym momencie najbardziej na świecie. Nie mam żadnej broni, za oknem widzę tylko morze, a nie umiem pływać. W dodatku jestem otoczona przez dwa demony i rzekomego ojca.
Jedynym moim ratunkiem byłoby użycie mocy, zwłaszcza że jestem chyba na dużej wysokości, a wtedy moja moc może być silniejsza. Niestety, nie potrafię jej używać, do cholery, nie potrafię używać własnej mocy!
- Wysłuchaj mnie. - Natłok moich myśli przerywa Merenwen. - Zostałaś poważnie zraniona. Od razu rozpoznałem, że to sprawka jednego z demonów, ich trucizna jest bardzo szkodliwa. - Spogląda przelotnie na demony powarkujące przy wejściu.- Przez to możesz poważnie zachorować, a nawet umrzeć. Amalie, ja ci próbuję pomóc.
Po jego słowach, mimowolnie, obejmuję dłonią miejsce na wnętrzu łokcia, tam gdzie pod koronkowym rękawem na mojej skórze niedawno pojawił się mały krwawy punkcik.
- A to - mężczyzna przeciąga samogłoski. Wygląda, jakby intensywnie nad czymś myślał. - To był lek.