Desmonides
Niektóre wesela kończą się wraz z ostatnim tańcem. Muzyka cichnie, goście wracają do domów, a zdjęcia zostają tylko wspomnieniem jednego wieczoru. To miało być właśnie takie wesele. Piotr przyjechał tam z aparatem. Weronika - ze swoim chłopakiem. Żadne z nich nie szukało niczego więcej. A jednak czasami wystarczy jedno spojrzenie, jeden uśmiech, jeden taniec. Jedno przypadkowe muśnięcie, żeby coś, czego jeszcze przed chwilą nie było, stało się niemożliwe do zignorowania. Bo przecież nic się nie wydarzyło. Prawda? Tylko dlaczego po tym weselu pewne wiadomości zaczęły znaczyć więcej, niż powinny? Dlaczego niektóre spojrzenia zostały w pamięci? I dlaczego słowo „nic" nagle przestało oznaczać... nic? To historia o pragnieniach, których lepiej nie wypowiadać na głos. O granicach, których nikt nie planował przekraczać. I o tym, że czasami najniebezpieczniejsze nie jest to, co robimy, tylko to, o czym zaczynamy myśleć, kiedy nikt nie patrzy. Bo nie każde wesele jest początkiem małżeństwa. Niektóre zmieniają wszystko.