lupatryk
Była zbyt wielka, by ją przeoczyć, a jednocześnie zbyt mała, by ją zobaczyć.
Wydaje się to niemożliwe. Trudniejsza jest odpowiedź na pytanie: jak z tym żyć? Jak istnieć w świecie, który korzysta z obecności, lecz nie dostrzega, że jesteś? Jak rozpoznać własny kształt, kiedy nie odbija go niczyj wzrok?
Można pogodzić się z losem niewidocznego bytu, trwać na obrzeżach uwagi i porządkować cudzy chaos. Można czekać, aż wszystko zmieni się samo. Można też się zbuntować. Otwarcie lub po cichu. Krzykiem, cierpliwością, podstępem albo eksplozją tego, co przez lata nie miało prawa wyjść na zewnątrz.
Na powierzchni jest to historia groteskowego miasta. Burmistrz jest przekonany, że skoro zajmuje najważniejszy gabinet, musi nad wszystkim panować. Nie widzi jednak swej żony. Burmistrzowa sprząta jego bałagan, przygotowuje posiłki i podtrzymuje porządek świata, który odmawia potwierdzenia jej obecności.
Pod tą historią pracuje drugi mechanizm.
Jeśli całe miasto można zamknąć w jednym umyśle, kto nim rządzi? Ten, kto nosi odpowiedni tytuł? Ten, kto mówi najgłośniej? A może część, która utrzymuje wszystko w całości, choć pozostaje poza polem widzenia?
Być może każda postać jest mieszkańcem tej samej głowy. Każda czegoś chce, czegoś się boi i próbuje przejąć fragment kontroli. Jedna pragnie rządzić. Druga chce zostać zauważona. Inna dopasowuje się tak doskonale, że zapomina o własnym kształcie.
Pierwsze pęknięcie w tym porządku jest niemal niezauważalne: skrzypnięcie krzesła, przelotne spojrzenie, odwrócenie głowy, dwa obojętnie wypowiedziane słowa. Czasami tyle wystarczy, aby rozpocząć zmianę, której nie da się już zatrzymać.
Kto zatem naprawdę nami rządzi? I co się stanie, gdy to, co przez lata ignorowane, odmówi dalszego nieistnienia?
A może nie ma tu żadnej zagadki. Może to tylko bezsensowna historyjka, a ja piszę dla samego pisania.
I w tym nie ma