SalvadorSwon
Wiedeń, niedzielne popołudnie w jednej z kawiarni w siódmej dzielnicy. Przede mną stygnie Wiener Melange, a obok leży stos paragonów ze Sparu i Billa. Jeśli mieszkacie w Austrii tak długo jak ja, czyli ponad sześć lat, doskonale znacie to specyficzne uczucie. Z jednej strony otacza nas niemal sterylny porządek, Alpy są na wyciągnięcie ręki, a pociągi ÖBB spóźniają się rzadziej niż gdziekolwiek indziej. Z drugiej strony, koszty życia w stolicy stały się w ostatnim czasie absurdem. Moje oszczędności w banku Erste, które przez lata uważałem za bezpieczny bastion, przy obecnej inflacji zaczęły przypominać lód wystawiony na słońce. Realna wartość moich euro topniała z każdym miesiącem, mimo że cyferki na koncie stały w miejscu.
Przez długi czas ulegałem tutejszej „Aktienangst" - temu głęboko zakorzenionemu w kulturze germańskiej lękowi przed rynkiem kapitałowym. My, ekspaci w Austrii, szybko przejmujemy ten model: pracuj ciężko, płać wysokie podatki i ufaj bankom. Jednak pół roku temu dotarło do mnie, że bierność to najdroższy luksus, na jaki mnie nie stać. Zacząłem szukać drogi wyjścia z tego pasywnego marazmu. Nie szukałem jednak kolorowej aplikacji dla nastolatków, która obiecuje miliony w zamian za klikanie w neonowe przyciski. Chciałem profesjonalnego, niemal inżynieryjnego podejścia do finansów. Tak właśnie, po przekopaniu się przez dziesiątki technicznych analiz na forach dla inwestorów, moje kroki skierowały się ku rmkcapitalag.com.