IronDef
Mówią, że dom to twierdza. Moim domem był szklany fundament, który musiał pęknąć, bym mógł zobaczyć prawdę.
To nie jest kolejna lukrowana historia o miłości. To surowy zapis walki o godność w obliczu zdrady, depresji i cienia toksycznej rodziny, który sięga głębiej, niż mogłem przypuszczać. Kiedy moja żona trafiła na oddział psychiatryczny, zostałem sam z dwójką dzieci, firmą na krawędzi i pytaniem: czy warto ratować kogoś, kto sam siebie nie kocha?
Spisuję te wspomnienia, by nie zwariować. By pokazać, że wybaczenie nie jest słabością, a ucieczka z luksusowego piętra do ciasnego pokoju u matki może być najsmaczniejszym łykiem wolności.
Brutalnie szczera, męska perspektywa na to, co dzieje się, gdy "szambo wybija" prosto w twarz.