ManuetH3
Było królestwo, a w nim żyli dwaj bracia. Jeden zachłanny, drugi dumny jak paw. Jednak pomimo różnic kochali się i każdy za drugim by wskoczył w ogień. Pewnego dnia coś podzieliło ich. Ów ktoś zwał się Rogers Steve. A że nie mogli podzielić go na pół między siebie, zrodziła się waśń i bój, kto ową osobę zagarnie dla siebie. Może nie byłoby w tym nic złego - w końcu braterska rywalizacja - gdyby nie jeden postanowił w końcu pozbyć się konkurenta brata. Poszedł do wiedźmy w pewną deszczową noc, a gdy ta usłyszała jego opowieść, postanowiła pomóc mu problem usunąć. Tak więc dała mu flakon, a w nim trucizna była. Kazała ją mu nalać do braterskiego kielicha. Tak też zrobił ów nieuczciwy rywal podczas nocnej biesiady, a kiedy z rana się obudził i wpadł do komnat brata, nie zastał tam jego lecz maleńkiego ptaka. Zabrał go z zamku i wyniósł na błonia. Tam wypuścił go, mówiąc: "Niech miła ci droga!" Ptaszek odleciał, lecz nie uciekł zbyt daleko. Przycupnął na parapecie przy okienku, skąd mógł dalej podziwiać miłość swoją.
Jak się skończy owa historia? Czy los będzie litościwy dla małego drozda? Czy brata ruszy w końcu sumienie, czy w niwecz puści całe zdarzenie? Przekonajcie się sami, opowieść jest długa. A ten, kto do końca jej wytrwa, ten pozna dolę nowego króla.