Serce zaczyna bić nienaturalnie szybko. Czuję ciężar, jakby ktoś połyżył na mojej klatce piersiowej stalowy odważnik. To ból. Przygniata mnie. Łzy nie pojawiają się wtedy, kiedy ich potrzebuję. Mam jeszcze nadzieję się obudzić, dowiedzieć, że to tylko okrutny żart. Co jeszcze można mi zabrać?! Co? Ile jeszcze da się stracić?! Chcę wstać, rzucić czymś, sięgnąć po żyletkę. Świat traci kolory, mgła przed oczami, krzyczę aż do zdarcia gardła.
To wszystko w środku. Z zewnątrz potrafię tylko nieruchomo siedzieć patrząc w ścianę.
I oddychać płytko.
Tak jakbym miała nadzieję przestać.
,,- Bóg potrzebował go u siebie.''
Nie wiem co dalej. Nie wiem jak wytrzymam, ale wiem jedno - Niech Bóg znajdzie sobie swoje anioły zamiast zabierać nam nasze.
***
All Rights Reserved