Dawno dawno tamu, w galaktyce odległej
Gdzieś między Szczecinem,a drugą LSD dawką
Żyły sobie dziewki w sojuszu z głupawką.
Edukowały się one w szkole poległej
Czemu poległej? Bo dziewoje szkołe rozniosły-
Nauczycielki sromotną porażkę poniosły.
Najmłosza z nich Klamentymeną się zwała.
Ona czytać książki *dym dym dyym* umiała.
Jednak jej twórczość do czerwonego morza porównywałam
Bo choć raczej obfita była
To często z d...yhm...pupy wychodziła
(I tak Cię kofam Klemsiu)
Starsza od niej niejaka Lucyjka.
Choć na lekcji aniołka zgrywa,
To po lekcji spada ta mylna pokrywa
I w małego zmienia się diabełka.
(Taka pseudo szara myszka xd)
Trzecią w kolejnoeści była Zofinda
której ulubioną istotą była klaczka Bonda.
Na swe włosy bardzo uważała,
A swoje buty niczym ludzi kochała.
(A w sekrecie wam powiem, że nawet bardziej, bo było mało ludzi, których w ogóle lubiła)
Średnia była piekna Karaluchia,
Która na skrzypcach grywała,
Lemury kochała,
Jednak wattpada nie posiadała.
Starsza siostra imie Helirta nosiła
I choć jak ranny ptaszek się zachowywała
To pod tą przykrywką
Prawdziwą swą naturę skrywała.
Otóż bardzo czesto zarywała noce
i głowę swoją chowając pod kocem
Cztała.,,Co?" pewnie spytacie.
Otóż,,tinejdż coś tam" dziejące się w lecie.