O tym, że od jakiegoś czasu szybko umiera i wkrótce umrze, Tobias dowiedział się od doktora Langa. Siedzieli w jego gabinecie, pełnym kanciastych bibelotów i obrazów, które, na oko Tobiasa, wyszły spod ręki pijanego szympansa.
Po ogłoszeniu diagnozy lekarz zamilkł, ale tylko na chwilę. Zaczął recytować formułki, mające zagrzewać do walki w imię beznadziejnej sprawy. Prowadził konwersację według starannie ułożonego skryptu. Tobias znał ten typ ludzi i wiedział, że trzymali w głowach scenariusze rozmów na każdy temat; potrafili sprostać wszelkim przeciwnościom i błogosławieństwom losu. Nie oznaczało to, rzecz jasna, że stronili od improwizacji. Wprost przeciwnie. To niezależność i jej siostra - spontaniczność - były im najbliższe.
Onkolog mówił i mówił, sprawnie dobierając słowa. Kiedy skończył, rzucił pacjentowi spojrzenie sugerujące, że teraz on powinien coś powiedzieć. Ale spokojnie, nie ma pośpiechu - to jego święte prawo, żeby teraz siedzieć cicho, krzyczeć, wybuchnąć śmiechem albo płaczem. Gniew też wchodził w grę, mógł nawet zwymyślać lekarzowi matkę, a on przyjąłby to z pokorą i pełnym zrozumieniem.
All Rights Reserved