Opowieść ta będzie romansem historycznym, odbywającym się w XVIII wieku. Jednak główna bohaterka nie będzie księżniczką, hrabianką, markizą. Nikt nie będzie się zwracał do niej żadnym tytułem lub się jej kłaniał.
~
Polerując sztućce, myślała o jutrzejszym dniu. Bowiem po pracy miała spotkać się ze swoim wieloletnim przyjacielem, Matiem. Przerwała i podeszła do stołu, na którym stał dzban, nalała sobie wody i wypiła duszkiem. Złapała łapczywie oddech i wtem usłyszała otwierające się drzwi.
Odwróciła się by zobaczyć kto wszedł, na widok Markiza Miłoszko serce jej przyspieszyło z nerwów.
- Elizo, dlaczego się obijasz? - podszedł, jednak ona obeszła stół aby nie mógł znów położyć łap na jej ciele.
- Panie, nie obijam się, polerowałam sztućce, jednak zachciało mi się pić. - pokazała na leżące na blacie sztućce.
- Rozumiem, teraz weź się do pracy.
Chcąc, nie chcąc, musiała podejść bliżej aby wykonać polecenie. Zaczęła znów polerować sztućce, jednak Panicz podszedł bliżej, na co się speszyła ogromnie.
- Ach Elizo, jak Ty mnie kusisz. - rękę położył na jej kark, Eliza szybko się odsunęła. - Nie bądźże taka płochliwa, wiem, że też mnie pragniesz, tylko udajesz taką niedostępną, przez co jeszcze bardziej Cię pożądam. - tym razem jego ręka wylądowała na jej talii, zaczął podążać ręką w dół, na co Eliza myślała, że zacznie wrzeszczeć i błagać o pomoc, jednak wiedziała, że tego nie może zrobić.
- Panie Markizie, proszę, muszę wrócić do pracy, to nie stosowne. Zasługuje Panicz na Piękną i mądra Panienkę, która będzie czekać na takie słowa. - starała się uśmiechnąć.
Markiz pochylił się, powąchał jej szyję i wtulił się w nią. Całe jej ciało protestowało, ale powstrzymywała się od rękoczynów.
- Panie, naprawdę...
- Bierz się do roboty, teraz Ci odpuszczę, ale w końcu Cię zdobędę, Elizo. - wyszedł,
All Rights Reserved