Mimo że uczucia nigdy nie były mocną stroną rodziny Snape'ów, Snape'owie przecież je odczuwali, nie ważne, jak bardzo wypieraliby się ich istnienia. Prawdą jest, że emocje były dla nich niepotrzebnymi elementami, które - zupełnie bezsensownie - komplikowały świat i funkcjonowanie.
I chyba pani Snape nie do końca była świadoma konsekwencji swoich czynów, dotyczących zaniedbania emocjonalnej strony wychowywania dziecka, dopóki one nie uderzyły w nią w najmniej spodziewanym momencie; sama nie mogła tego przewidzieć, że, wracając z poszukiwań swojego męża Tobiasza, który zniknął w tajemniczych okolicznościach dwa dni wcześniej, wpadnie na grupkę znajomych swojego syna w swoim własnym domu. I nie, fakt, że Severus ma znajomych nie był głównym powodem jej emocjonalnego szoku, chociaż to samo w sobie wyglądało na cud największego kalibru. To, co dogłębnie ją poruszyło, było znacznie gorsze - coś, przed czym uciekała od kiedy była dzieckiem - czarna magia i słowa, które rozbiły jej serce:
***
- To co chłopcy, jaki jest cel waszych namiętnych treningów?
- Wie pani, jak się jest śmierciożercą, to trzeba na czymś praktykować, by nie zawieść w istotnym momencie.
- Słucham?
- Eileen, czy przypadkiem w kuchni nie kipią ci ziemniaki?
- Śmierciożercą? - zaśmiała się, ignorując słowa swojego syna - Kto tu jest niby "śmierciożercą"?
- Wszyscy, naturellement.
Severus westchnął, Eileen upuściła torbę z cichym hukiem.
- Jak to: wszyscy?
- Eile-
- Severusie? Chyba masz mi coś do powiedzenia, nieprawdaż? - spytała, mierząc go spojrzeniem. - A was, drodzy panowie, zapraszam do wyjścia.
- Teraz, madame?
- Naturellement, garçon. Tam są la porte.
***
Miała tylko nadzieję, że jeszcze nie jest za późno.
Opowieść ta dzieje się w roku 1979, rok po ukończeniu Hogwartu przez Severusa, świeżo upieczonego członka armii Czarnego Pana, w domu przy Spinner's End, niedługo po powyższej scenie
All Rights Reserved