Zawsze buntowałam się przeciw nakazom mojego jedynego krewnego i najpotężniejszego przywódcy mafii, Ivana Grigorovich Borysew. Teraz, gdy zdecydował się odejść, zmusił mnie do małżeństwa ze swoim przyjacielem, Adriano, a mój bunt osiągnął apogeum. Czarna suknia ślubna to protest. Nie godzę się na małżeństwo, ale nie mam wyjścia, jeżeli chcę coś znaczyć w mafijnym świecie, gdzie kobiety są tylko ozdobą.
Adriano znam od małego. Nasze dziecięce przyjaźnie przerodziły się w niechęć, a teraz, jako mój przyszły mąż, wydaje się jeszcze bardziej irytujący. Niestabilny emocjonalnie dzieciak, z którym będę uwięziona do końca życia. Zero wolności, seksu z innymi, zero rozwodu. Mój wszechwładny brat tak zarządził.Uh.
- Ivanka, musimy ruszać...- pukanie do drzwi przerwało mój wewnętrzny monolog. Rzuciłam w ich kierunku pogardliwe spojrzenie.
Co za buc! Mam na imię Nina. Nina Grigorovich Borysew! I to brzmi dumnie! - przejrzałam się w lustrze. -Najniebezpieczniejsza laska na tej półkuli, a ten pożal się Boże makaroniarz zwraca się do mnie zdrobnieniem od imienia mojego brata! Ciekawe, jaką będzie miał minę, gdy zobaczy mnie przed ołtarzem w tej żałobnej sukni! Znów pukanie. - Ivanka!
- Ty wred...- otworzyłam z rozmachem drzwi i zobaczyłam mojego przyszłego męża w białym garniturze, równoważącym moją czarną suknię. Drań wyglądał obłędnie.
- Zawiąż mi to.- rzucając mi muchę wszedł jak do siebie i stanął obok lustra. Wywróciłam oczami i zaczęłam wiązać. Skoro nawet tego nie potrafi zrobić... Podkusiło mnie ścisnąć tę jego ozdóbkę trochę mocniej. - Takie zabawy to w noc poślubną, kotku... - skomentował, patrząc na mnie z błyskiem w oku. No nie! Tak, to nie będzie!
- Słucham?! Nawet pierścionka mi nie dałeś, a liczysz na noc poślubną?! Niedo...
Wyciągnął z kieszeni atłasowe pudełko i otworzył je, zanim zdążyłam dokończyć. Odebrało mi mowę..
Niektóre historie zaczynają się od miłości.
Inne - od złamanego serca.
Moja zaczęła się od spojrzenia, którego nie powinnam była odwzajemnić.
Jako nastolatka byłam tą „drugą". Tą stojącą w cieniu. Tą, która zawsze kochała za bardzo.
Jedna chwila wystarczyła, by wszystko się rozpadło.
Cicha. Zakazana. Niewybaczalna.
Uciekłam, wierząc, że odległość wymaże wspomnienia.
Zbudowałam nowe życie. Nową wersję siebie.
I niemal uwierzyłam, że przeszłość nie ma już nade mną władzy.
Ale los nie ma litości.
Nie każda miłość zostawia po sobie szczęście.
Nie każda rana przestaje boleć.
I przeszłość nie zawsze pozwala odejść, nie zabierając ze sobą części ciebie.