- Najpierw cywile - odparł po chwili wahania. - Zabierzemy się drugim lotem.
- Zbliżają się do was posiłki nieprzyjaciela, a my i Wywerny będziemy musieli się załadować.
- Wytrzymamy. Zatrzymaliśmy ich na drugiej linii, zanim się przebiją przez wszystkie zdążycie wrócić.
- Zbliża się do was pożar z sąsiedniego sektora - powiedział pilot powoli i dobitnie.
- Tym lepiej. Wróg jest mniej odporny na ogień od nas! - powiedział i zakończył połączenie.
Chłopiec pociągnął matkę za rękaw, mówiąc coś do niej, czego on nie był w stanie usłyszeć; w tym czasie przesunął kontrolnie wzrokiem po tłumie ludzi.
- Ilu złych ludzi już pan zastrzelił? - spytał się, spoglądając na niego dużymi, jasnymi oczami.
Zamarł, zastanawiając się, co odpowiedzieć, czując się nieswojo na widok dziesięciolatka pytającego, ilu ludzi zabił.
- Ja nie jestem żołnierzem, który strzela - odpowiedział po chwili. - Tylko takim, który pomaga.
Powrócili. Po pięciu latach od zakończenia wojny wrócili. Na czystym, słonecznym niebie tak jak wtedy zawisły ciemne sylwetki okrętów. Gwarny tłum wylał się na ulice, ludzie zadzierali głowy i wyciągali ręce, wskazując na nie, przekazując sobie wieści. Hurgot głosów i okrzyków odbijał się od piaskowożółtych ścian, gdy mniejsze jednostki schodziły ku ziemi.
Legion powrócił.
Reven - państwo położone w samym sercu kontynentu, w końcu osiągnęło upragnioną pozycję po okrutnej wojnie wytoczonej przez sąsiadującą Orachję. Sześćdziesiąt dwa lata rozkwitu zawdzięcza wyłącznie jednej organizacji - Brzask - która narodziła się w niepozornej Charkji.
W świecie pachnącym jak rozgrzany neon, skąpana w błękicie naciętym surową bielą Charkja z miasta ściśle przemysłowego stała się kolebką nauki, technologii, medycyny i przede wszystkim postępu. Rzeczywistość obywateli malowała się w jasnych, ale roztartych przez pęd życia barwach. Pejzaż złożony z nocnych świateł, kwitnącej nowoczesnej infrastruktury i z rozlanych mglistych marzeń Reveńczyków o zostaniu potęgom zupełnie nie korelował z ceną jaką przyszło zapłacić bezimiennym - tym, którym odmówiono człowieczeństwa. Tym których krew zbudowała współczesne realia państwa, a o których nikt nie miał pojęcia.
Alexander jest jednym z wielu cieni, które Brzask ukrył przed publicznym okiem. Hołdowana idea rozwoju była ważniejsza od konwenansów, a wysokie numery pojawiające się na kontach bankowych i prestiż społeczny utwierdzały jedynie w tym przekonaniu badaczy, którzy żelazną ręką strzegli sekretu.
Utopia jednak nigdy nie trwa wiecznie, a koniec zawiązuje się zawsze ciasną pętlą w przyszłości, już w dniu narodzin. Jedyną niewiadomą jest termin egzekucji cudu stworzenia.
Uroboros - początek, który stał się końcem.