3 lata wcześniej....
Zima. Nienawidzę tej pory roku ze względu na to, że zawsze marznę jak pachołek. Nie wspominając o tym, że ledwie cokolwiek miałem na sobie. Kilka szmat i tyle. Kto sądził, że taki dzieciak jak ja, Będzie zmuszony walczyć o życie ? Co gorsza, wszytko, co widziałem przed sobą, było rozmazane. A dyszałem coraz gorzej, próbując łapać oddech. Kłębki powietrza unosiły się wokoło mnie. Aż padłem na kolana. Ze mną było gorzej niż sądziłem. W samo Boże Narodzenie, być w stanie gorączki, nie mając pod ręką ani lekarstwa. Czułem, jak moje łzy zamieniają się na policzkach w sople lodu. Zasłoniłem się skrzydłami. Niewiele to dawało, ale śnieg nie wpadał tak do oczu jak wcześniej.
Usłyszałem, jak ktoś szedł. Osoba ta, zatrzymała się przede mną. Pewnie jakiś obcy, da grosza i zniknie. Nagle, poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu. Była ciepła i miła w dotyku, przy porównaniu z moim popękany ciałem. Spojrzałem do góry na osobę, lecz tak słabo się trzymałem, że jedynie co mogłem zrobić, to umiarkować swój upadek na ziemię......
All Rights Reserved