Przez całe życie wierzyłam, że ktoś mnie ochroni. Że gdzieś tam na tym świecie istnieją dłonie silniejsze niż moje i głos, który będzie odważniejszy niż mój. Że istnieje ktoś, kto stanie pomiędzy mną, a mrokiem.
Myliłam się.
Ciemność przyszła po mnie bez żadnego ostrzeżenia z twarzami tych, którym niegdyś ufałam. W miejscu, które kiedyś mogłam nazwać domem. Zabrano mi wszystko, rodzinę, nadzieję, moje własne imię.
Dopiero gdy zostałam całkiem sama, zrozumiałam prawdę, której tak bardzo nie chciałam zaakceptować. Nikt nie przyjdzie mnie ocalić. Nie ma bohaterów. Nie ma wybawców.
Jest tylko ciemność.
I może właśnie to wystarczyło, bo właśnie w tej ciemności pojawiło się jedno niepewne światełko, jakim był impuls, szept mojej własnej krwi, który nakazał mi walczyć o samą siebie.
To był pierwszy raz, kiedy nie czekałam, aż ktoś mnie uratuje. Pierwszy raz, gdy wybrałam siebie. Pierwszy raz, gdy zrozumiałam, że światło, którego szukałam, od początku paliło się we mnie.
Napisane w celach humorystycznych.
Podczas gdy siedemnastoletnia Maria zmaga się z typowymi problemami dla okresu dojrzewania, w jej życiu pojawia się młody i przystojny kandydat na prezydenta RP.