Na krawędziach
Pacific Ridge - małe nadmorskie miasteczko, w którym życie kręci się wokół szkoły, klifów i pozorów. Nocą z klifu spada uczeń liceum, Tyler Reed. Policja mówi: „badamy wszystkie możliwości". Plotki mówią: „to nie był przypadek".
Dwie osiemnastolatki stają w samym środku tej historii.
Amelie Rivers- introwertyczna adrenaliniara z psem border collie i toksycznym chłopakiem z warsztatu. W nocy słyszy krzyk przy klifach i to ona dzwoni na 911. Ma cięty język, umie strzelać (tajemnica), a gniew i poczucie winy trzyma jak nabity magazynek.
Maddy Coleman- idealna dziewczyna z Instagrama: taniec, świetne oceny, „idealny" chłopak-gwiazda baseballu i perfekcyjna, kontrolująca matka. Tydzień przed tragedią robi na klifach zdjęcie, na którym widać samotną sylwetkę na skale - możliwy klucz do sprawy.
Detektyw Mark Hayes łączy ich historie: nocny telefon Amelie i fotografie Maddy mogą wyjaśnić, czy Tyler spadł sam, czy ktoś mu „pomógł". Pacific Ridge zaczyna pękać: sprzeczne zeznania kumpli z drużyny, dziwne wiadomości w telefonie Tylera, nieoficjalne ścieżki na klifach, elita sportowa i „gorsza strona" miasta, która wcale nie jest taka jednoznacznie zła.
W tym napięciu Amelie i Maddy powoli zbliżają się do siebie:
- Ona - „dzika", wulgarna, bez filtra, duszona przez kontrolującego Camerona.
- Ona - „idealna", grzeczna, wiecznie uśmiechnięta, dławiąca się własną maską przy boku Nathana.
Najpierw łączy je śledztwo i klify. Potem - rozmowy, wiadomości, spojrzenia, przy których ich „normalne" związki zaczynają wyglądać coraz bardziej obco i pusto.
Kryminał splata się tu z romansem i dramatem: im bliżej prawdy o Tylerze, tym bliżej Amelie i Maddy są siebie - i tym bardziej ryzykowne stają się wszystkie ich wybory. Bo czasem najniebezpieczniejszą krawędzią nie jest ta przy klifie, tylko ta, na której kończy się „kim powinnam być", a zaczyna „kim naprawdę jestem".