Actually it's your fault | BYLER
- To nie moja wina, że nie lubisz dziewczyn - wykrzyczał chłopak, a jego głos przeciął powietrze i nie dało się już tego cofnąć.
Zamarłem. Przez ułamek sekundy naprawdę poczułem się tak, jakby uderzył mnie pięścią w twarz - nie fizycznie, ale gdzieś głębiej. Paliły mnie policzki, gorąco rozlało się po skórze, a w uszach zaczęło nieprzyjemnie szumieć. Serce przyspieszyło, jakby próbowało nadążyć za chaosem, który nagle rozlał się w mojej głowie.
Patrzyłem na niego, ale miałem wrażenie, że to nie jest ten sam Mike. Nie ten, który śmiał się ze mną do późna w nocy. Nie ten, który znał mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
- Wiesz co... spierdalaj, Mike - powiedziałem w końcu, głos miałem niższy niż zwykle, napięty, jakby każde słowo musiało się przecisnąć przez gardło.
...
Nie mogłem pozwolić mu mieć ostatniego słowa.
Odwróciłem się powoli, czując jak złość znowu zaczyna we mnie buzować, wypychając na powierzchnię wszystko, co próbowałem zdusić.
- A tak poza tym... - zacząłem, a mój głos drżał, choć starałem się, żeby tego nie było słychać. - Tak właściwie to jest twoja wina.
--------------------------
Akcja dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Upside down nie istnieje.