Melody chciała skończyć wszystko tamtej nocy. Z każdą sekundą czuła, jak mrok w jej sercu przejmuję kontrolę. Stała na krawędzi okna, gotowa zrobić ostatni krok. Gdyby Jeremy przyszedł kilka minut później, mogło jej już nie być.
Ale on przyszedł.
Spojrzał jej w oczy i powiedział.
"Świat bez ciebie, to nie jest świat, w którym chce żyć."
Dla niego - została.
Każdy dzień spędzony z Jeremy był jak promień światła przebijający się przez szarość jej codzienności.
Ale choć Jeremy dawał jej życie, sam coraz bardziej się z niego ulatniał. Choroba, o której milczał, powoli odbierała mu siły. W końcu prawda wyszła na jaw, a Melody znów poczuła się zdradzona.
Jak miała uwierzyć w życie, skoro człowiek, który jej to życie podarował, sam je tracił.
I wtedy stało się coś, czego nie przewidziała.
To samo życie, które kiedyś chciała zakończyć, nie pozwoliło jej odejść.
Los stawiał na jej drodze ludzi, którzy ją kochali - nawet jeśli wcześniej nie potrafiła tego dostrzec.
I wtedy zrozumiała - to nie on był jej powodem do życia.
To życie samo w sobie było tym powodem.
To ono podsuwało jej kolejne światełka w tunelu, kolejne znaki, że powinna zostać.
Nawet po burzy w końcu wychodzi słońce.
Jeremy pokazał jej świat, ale to świat pokazał jej, że zasługuje, by w nim być.
I to był powód, by zostać.
Bo istnieć - to największy cud.
All Rights Reserved