Maya właśnie zaczynała nowe życie. Ostatni raz spojrzała na swój nastoletni pokój. Ściany, które znała na pamięć. Ciszę, która jeszcze chwilę temu była jej codziennością. Złapała walizkę i zamknęła za sobą drzwi. Pożegnała się z rodzicami, a potem zatrzymała się przy lustrze w przedpokoju. Poprawiła swoje długie blond włosy, przygryzła lekko wargę. - Całkiem dobrze wyglądam... - pomyślała, ale w jej oczach pojawił się cień niepewności. Miała 20 lat. Szczupła sylwetka, delikatne krągłości... i serce, które biło szybciej niż powinno. Dwa lata temu obiecała. Jemu. I swojemu bratu. Że wróci. Teraz stała pod ich drzwiami. I nagle nie była już taka pewna, czy to był dobry pomysł. Zapukała. Drzwi otworzył Blake. Maya zamarła. To był on... a jednocześnie ktoś zupełnie obcy. Czarne włosy opadały mu na oczy, ciało było większe, silniejsze. Tatuaże pokrywały jego ręce, jakby opowiadały historię, której ona jeszcze nie znała. - Cześć, Maya - powiedział z uśmiechem... ale jego spojrzenie było inne. Głębsze. Przyciągnął ją do siebie. - Tęskniłam, Blake... - szepnęła, wtulając się w niego, próbując odnaleźć coś znajomego. Za nim stał Luke. Jej brat. Blondyn, prawie tak wysoki jak Blake, z tym samym ciężarem w spojrzeniu. I tymi samymi tatuażami, które nie pasowały do chłopaka, którego zapamiętała. Podszedł do niej bez słowa i mocno ją przytulił. I właśnie wtedy Maya zrozumiała... że to nie będzie zwykły powrót.
More details