"Nie każdy mur powstaje bez powodu.
Nie każda cisza jest pusta."
Szesnastoletni Riu Morgenstern trafia do Los Angeles w momencie, w którym jego życie już dawno zaczęło się rozpadać. Rozwód rodziców, przemoc, dym papierosów i milczenie - to wszystko przywozi ze sobą z Madrytu. Nowe miasto nie daje mu obietnic. Szkoła nie daje mu nadziei. Ludzie są tylko kolejnym zagrożeniem, więc trzyma ich na dystans, zimny i zamknięty, jakby świat nigdy nie miał prawa go dotknąć.
Ethan Moon jest jego całkowitym przeciwieństwem. Uśmiechnięty, pewny siebie, otoczony ludźmi. Ma wszystko, czego Riu nigdy nie chciał mieć - i jedno, czego nie potrafi zignorować: upór. Gdy ich drogi zaczynają się przecinać, napięcie rośnie powoli, nieśpiesznie, w spojrzeniach, półsłówkach i ciszy, która mówi więcej niż rozmowy.
To historia o granicach, które stawiamy, gdy boimy się zostać zranieni.
O językach, którymi mówimy, gdy brakuje nam słów.
O chłopcach, którzy uczą się, że bliskość bywa straszniejsza niż samotność.
I o tym, że czasem ktoś pojawia się nie po to, by odejść - ale by zostać, nawet wtedy, gdy robisz wszystko, by go od siebie odepchnąć.
#25 - miłość
#41 - bxb
#97 - gay
#5 - mxm
#63 - mlm
Niektóre historie zaczynają się od miłości.
Inne - od złamanego serca.
Moja zaczęła się od spojrzenia, którego nie powinnam była odwzajemnić.
Jako nastolatka byłam tą „drugą". Tą stojącą w cieniu. Tą, która zawsze kochała za bardzo.
Jedna chwila wystarczyła, by wszystko się rozpadło.
Cicha. Zakazana. Niewybaczalna.
Uciekłam, wierząc, że odległość wymaże wspomnienia.
Zbudowałam nowe życie. Nową wersję siebie.
I niemal uwierzyłam, że przeszłość nie ma już nade mną władzy.
Ale los nie ma litości.
Nie każda miłość zostawia po sobie szczęście.
Nie każda rana przestaje boleć.
I przeszłość nie zawsze pozwala odejść, nie zabierając ze sobą części ciebie.