Walk with moths

Walk with moths

  • WpView
    Reads 419
  • WpVote
    Votes 120
  • WpPart
    Parts 10
WpMetadataReadComplete Sun, Mar 22, 2026
W Lipnicy Górnej noc zapada ciszej niż gdzie indziej. Ćmy gromadzą się wokół świateł, a ludzie znikają, jakby sami wybrali ciemność. Gdy do wiejskiej przychodni trafia lekarz z miasta, wszystko wydaje się zwyczajne: milczący pacjenci, opuszczone domy, kobieta uznawana za obłąkaną. Zbyt spokojnie i zbyt czysto. Z czasem drobne pęknięcia zaczynają układać się w wzór - rytuał, o którym się nie mówi, las, do którego się nie chodzi, i światło, które nocą czeka. W Lipnicy Górnej nie każdy, kto wychodzi po zmroku, naprawdę chce wrócić. A ćmy zawsze wiedzą, kogo poprowadzić.
All Rights Reserved
#24
folk
WpChevronRight
Join the largest storytelling communityGet personalized story recommendations, save your favourites to your library, and comment and vote to grow your community.
Illustration

You may also like

  • Odzyskać Wolność {Wilcze Kroniki} (ZAKOŃCZONE)
  • One shot
  • Prawdziwa Luna
  • Rodzina Monet- Lottie
  • What we never said | TADC | FUNNYBUNNY
  • Mroczny czas 18+
  • 𓆩 Naukosick 𓆪
  • 𝑅𝑜𝑠𝑒𝑠
  • Lordzie?
  • Naznaczona

Chłopak kulił się w swojej celi, nie miał imienia, przynajmniej już nie. Kiedyś jego ojciec wołał go nim, jednak minęły lata od kiedy ostatni raz je usłyszał i w końcu zatraciło się ono w jego pamięci. Teraz jego ojca nie było, a nawet jeśli by się spotkali ten nie mógłby go poznać. Tak niewiele pozostało po jego ukochanym synu, którego utracił. Drobne, jednak umięśnione ciało wychudło, ukazując kości, rumiana cera stała się blada, pokryły ją plątaniny blizn, strupów i ran, które nie chciały się zagoić. Z ciepłych, płonących radością i ciekawością świata oczu pozostało tylko jedno, a jego blask dawno znikł, zastąpił go strach i ból, rozpaczliwe wołanie o pomoc, litość, a nawet o śmierć. Wiecznie niesforne ciemne kosmyki krótkich włosów, urosły, sięgając dołu pleców, stały się brudne, tłuste, zlepione krwią. On cały był brudny. Porządne ubrania zamieniły się w szmaty, ledwie okrywające jego ciało. Głos, który śpiewając zamieniał krzyki w cisze, którego zdawały się słuchać nawet szumiące drzewa umilkł. Kiedyś jeszcze krzyczał w rozpaczy z bólu, jednak teraz nie miał nawet krzyku. Palce niegdyś delikatnie ciągające struny, potrafiące utkać melodie, które oczarowywały wiatr, drżały okaleczone. Z dawnego bohatera stał się niewolnikiem... A nawet czymś gorszym, podlejszym... Kiedyś jeszcze wierzył, że się uwolni, że powróci do ojca. Ale zabrano mu wiarę, zabrano nadzieję, dumę, honor, intymność, tak samo jak zabrano to co kochał najbardziej: wolność. A jednak coś się zmieniło i do jego celi znów zaczęły wpadać promienie słońca, przypominając mu o istnieniu świata na zewnątrz... Czy możliwe, że jeszcze kiedyś uda mu się do niego wrócić? Że jeszcze raz ogrzeje twarz, patrząc w błękitne niebo... może nawet się uśmiechnie?

More details
WpActionLinkContent Guidelines