Odkąd Regulus wraz z Syriuszem uciekł z Grimmauld Place 12, jego życie w końcu przestało być listą nakazów i zakazów dla dziedziców czystej krwi. Stało się czymś zupełnie innym, a on krążył wokół Jamesa Pottera niczym ćma lecąca w stronę słońca.
Dlatego dzisiaj, gdy dzwony wybiły północ, a ktoś krzyknął, że duchy zaraz przybędą (jakby cały dzień nie krążyły wśród żywych, skoro zasłona pomiędzy dwoma światami była najcieńsza w Halloween), Regulus Black poczuł, że jego skrzydła ćmy właśnie rozpadły się z powodu braku słońca i zostały pochłonięte przez ciemność.
James Potter nie żył. Lily Evans-Potter nie żyła.
A Syriusz krzyczał do niego, żeby wziął Harry'ego, by samemu móc gonić Pettigrew.
Regulus Black stał z dzieckiem pośród gruzów domu mężczyzny, którego kochał i pozwolił swojemu bratu biec ku zemście. Słyszał ryk motoru Syriusza, płacz Harry'ego i nie mógł zrobić nic, by samemu nie wydawać tych żałosnych szlochów i skomleń, które wyrywały się z jego ust, gdy patrzył na ciało Jamesa.
Gdy Hagrid pojawił się i zaczął wołać Potterów, Regulus przycisnął mocniej ciałko Harry'ego do siebie i teleportował ich daleko stąd.
Śmieszne, że ćma może jeszcze lecieć ku gwiazdom, skoro jej słońce właśnie zgasło.
All Rights Reserved