Powołanie
Pod nimi rozciągał się okropny widok. Resztka armii stała na skarpie, a przed nią rozciągał się szeroki wąwóz, w którym rozgrywały się ostatnie chwile walki.
Wydawało się, że na ich oczach kotłuje się morze lawy. Wszystko płonęło, a mimo znacznej odległości słychać było krzyki umierających ludzi. W oddali na ciemnym nocnym niebie rysowała się sylwetka ogromnego czerwonego smoka, który mimo że wszystko już lizały gorące fale nie przestawał zionąć śmiercionośnym oddechem. Nikt kto znajdował się w wąwozie nie miał szans na przeżycie.
Mała garstka wojowników, której udało się uniknąć ataku stała i patrzyła na rzeź. Gdyby inni posłuchali, teraz prawdopodobnie nie byłoby nawet rannych. Jednak dowódca był niewzruszony i tylko upór młodej kobiety sprawił, że ocalało chociaż kilkanaście osób.
Dziewczyna wstrząśnięta patrzyła na smoka. Choć ten widok ją ranił nie mogła odwrócić wzroku. Z wąwozu zionął piekielny gorąc osuszający każdą łzę. Co ciekawe nie osuszał potu, który strumieniami spływał po jej zabrudzonej twarzy, zostawiając jasne ślady.
Kobieta spojrzała na mężczyznę stojącego niedaleko niej. Również wstrząśnięty patrzył na ginących towarzyszy. Czując na sobie jej spojrzenie odwrócił twarz w jej kierunku. Jego prawa strona oświetlona była przez szalejący pożar, a w ciemnych oczach odbijały się płomienie. Ich spojrzenia się spotkały, dziewczyna wyczytała w nich obietnicę, obietnicę, że to się tak nie skończy.