Gdybyś zapytał mnie, czym jest miłość, odpowiedziałbym bez wahania: reakcją.
Nie wzniosłym uczuciem.
Nie przeznaczeniem.
Nie czymś, co spada na człowieka nagle, bez ostrzeżenia.
Reakcją.
Zestawem bodźców, które twój mózg interpretuje szybciej, niż jesteś w stanie to zauważyć. Wzrostem poziomu dopaminy, chwilowym zaburzeniem równowagi, serią impulsów elektrycznych, które każą ci wierzyć, że właśnie wydarzyło się coś wyjątkowego.
A potem - jak zawsze - próbujesz to nazwać.
Ty też, czytelniku.
Nie patrz tak. Wiem, że to zrobiłeś albo dopiero zrobisz. Spotkasz kogoś, kto zakłóci twoją rutynę, kto stanie się niepokojąco obecny w twoich myślach. Zaczniesz analizować każde słowo, każdy gest, każdą ciszę.
I nazwiesz to uczuciem.
Ja nazwałem to eksperymentem.
Postanowiłem sprawdzić, czy coś tak pozornie chaotycznego można rozłożyć na czynniki pierwsze. Czy da się prześledzić każdy etap, każdą reakcję, każdy błąd poznawczy. Czy można udowodnić, że miłość nie jest niczym więcej niż przewidywalnym procesem biologicznym.
Wyniki były... interesujące.
Bo widzisz, teoria zawsze wydaje się doskonała - dopóki nie pojawi się zmienna, której nie uwzględniłeś.
Nazwijmy ją roboczo zmienną uciążliwą.
Nie poznasz jej imienia od razu.
Ja też nie zamierzałem.
To nie historia o niej.
To historia o tym, jak bardzo można się mylić, będąc absolutnie przekonanym o własnej racji.
To zapis obserwacji.
To analiza.
To próba utrzymania kontroli nad czymś, co z natury tej kontroli nie uznaje.
A jeśli czytasz to teraz, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sam jesteś - lub wkrótce będziesz - częścią podobnego eksperymentu.
Różnica polega na tym, że ty nie nazwiesz go w ten sposób.
Ja już to zrobiłem.
All Rights Reserved