Włochy o szóstej rano pachniały jaśminem, rozgrzanym kamieniem i wolnością, która nie potrzebowała już żadnego manifestu. Nad jeziorem Como unosiła się delikatna mgła, owijając góry niczym jedwabny szal, a woda była tak spokojna, że wyglądała jak tafla błękitnego szkła, której nikt nie odważył się jeszcze dotknąć.Leżałam na boku, wsłuchując się w rytm, który był dla mnie ważniejszy niż jakikolwiek basowy drop.Wdech. Wydech. Wdech.Ella spała obok mnie. Po raz pierwszy od dwóch lat jej twarz nie była wykrzywiona lękiem przed porannym telefonem od Marka. Jej rzęsy rzucały długie cienie na policzki, a usta, które tyle razy musiały kłamać w wywiadach, teraz były lekko uchylone w najszczerszym spokoju, jaki kiedykolwiek widziałam. Słońce, przebijające się przez drewniane okiennice naszego domu, malowało na jej skórze złote pasy.Nie było tu kamer. Nie było ochrony za drzwiami. Nie było dziesięciu prawników analizujących, czy to, że trzymam ją teraz za rękę pod pościelą, mieści się w granicach „wizerunku".Przez lata nasza miłość była krzykiem w samym środku burzy. Była partyzantką prowadzoną w brudnych piwnicach Soho i szeptem w kulisach największych aren świata. Każdy nasz dotyk był aktem wojny. Każdy pocałunek był ryzykiem, które mogło nas zniszczyć.Ale tutaj, w tej dusznej od zapachu lata sypialni, jedynym ryzykiem było to, że kawa w kuchni wystygnie, zanim Ella otworzy oczy.Wyciągnęłam rękę i powoli, opuszkami palców, przesunęłam po jej nadgarstku. Tam, gdzie kiedyś nosiła złotą bransoletkę od Wytwórni, teraz była tylko czysta skóra. Moja dłoń nie drżała. Nie musiałam się spieszyć. Miałyśmy przed sobą całą wieczność, która nie miała daty wydania ani planu promocji.- Ari? - usłyszałam jej zachrypnięty, poranny szept.Ella nie otworzyła oczu. Po prostu przybliżyła się do mnie, szukając mojego ciepła, jakby jej ciało nawet we śnie wiedział
All Rights Reserved