Popiół pod językiem
Wojna się skończyła, ale nikt nie powiedział Hermionie Granger, co zrobić z ciszą, która przyszła po krzyku.
Ministerstwo Magii odbudowuje świat cegła po cegle, nazwisko po nazwisku, wyrok po wyroku. Hermione pracuje przy przesłuchaniach dawnych Śmierciożerców, próbując uwierzyć, że sprawiedliwość może jeszcze mieć czyste ręce. Jest zmęczona, zbyt dorosła jak na swój wiek i coraz częściej łapie się na tym, że pamięta więcej martwych twarzy niż żywych głosów. Draco Malfoy wraca do Londynu jako człowiek bez miejsca. Zbyt winny dla niewinnych, zbyt tchórzliwy dla potępionych, zbyt żywy dla tych, którzy powinni go nienawidzić. Ma zeznawać przeciwko ludziom, którzy kiedyś siadali przy stole jego ojca. W zamian otrzymuje ochronę, pogardę i nowe nazwisko wypowiadane szeptem. Kiedy Hermione zostaje przydzielona do nadzorowania jego sprawy, oboje rozumieją jedno: są ostatnimi osobami, które powinny spędzać ze sobą czas. Ale są rany, które rozpoznają się szybciej niż ludzie. Są spojrzenia, w których zamiast nienawiści pojawia się coś znacznie gorszego - zrozumienie. I są uczucia, które nie przychodzą jak światło, tylko jak dym: powoli, podstępnie, dławiąco.
To historia o winie, której nie da się odpokutować jednym dobrym czynem. O miłości, która rodzi się nie z zachwytu, lecz z bezsenności, wstydu i dłoni zawieszonej o sekundę za długo. O dziewczynie, która całe życie ratowała innych, i chłopaku, który nigdy nie nauczył się ratować samego siebie. Bo czasem największym okrucieństwem nie jest nienawiść. Czasem jest nim to, że ktoś widzi w tobie człowieka, kiedy ty sam widzisz już tylko popiół.