Ląd Znikąd [ROMANTASY] TOM I
Elfka Aura od roku żyje jednym, jedynym zadaniem - musi odnaleźć mężczyznę, który sprawił, że znana jest w swej ojczyźnie Lyrii jako Egzekutorka. Znaleźć i zabić.
Gdy podczas kolejnej z wielu wcześniejszych podróży morskiej jej statek dobija do przystani Przylądka Krańca - wyspy, będącą swoistą granicą pomiędzy znanym światem, a nieznanymi głębinami nieodkrytego Morza Obietnic, przysiada na najbardziej wysuniętym w dal wyspy klifie. A tam, w oddali, dostrzega fragment lądu, choć takowy nigdy nie powinien istnieć. Nie, gdy setki innych elfów przesiadywało w tym samym miejscu co ona, nigdy nie widząc choćby skrawku nowego świata.
Gdy podejmuję decyzję, by zaryzykować i popłynąć w jego kierunku nie wie, że tamtego dnia wydała na siebie wyrok. Choć nowatorski wodny silnik pozwolił jej statkowi dotrzeć do nowego lądu, ten wcale nie okazuje się kolejną z wielu wysp w jej świecie, tylko nowym kontynentem, w dodatku zamieszkałym przez rogaty i zadziwiająco pozytywnie nastawiony do elfów lud.
Lud, który w bliskiej przyszłości zażądał małżeństwa dla pokoju między ich krajami. Wyznaczona do tego zadania zostaje księżniczka Lyrii - przyjaciółka Aury od dziecka. Niestety w chwili, gdy traktat małżeński ma zostać dopełniony na ziemiach rogatego królestwa Atalid, władca zmienia zdanie co do małżonki, którą pragnie poślubić, pragnąc nie księżniczki, lecz Aury. Tej, która jako pierwsza wkroczyła na ich ląd.
Dziewczyna musi odkryć dlaczego nigdy jej lud nie miał świadomości o istnieniu Atalid, choć ten widoczny był z granic Przylądka Krańca i przetrwać do chwili, by przekazać wszystko swojemu wujowi - królowi. Gdyby tylko zadania nie utrudniał jej mężczyzna, którego misja polega na odeskortowaniu jej do króla rogatego królestwa. Gdyby tylko potrafił przestać na nią patrzeć i próbować dotykać.
Gdyby tylko potrafił pozwolić jej odejść.