Są dni kiedy mówisz ,,dosyć" i chcesz się poddać, ale zawsze jest to coś, ten ktoś kto wspiera cię, pomaga ci, podtrzymuje cię, kiedy ty padasz na ziemię.
-A co będzie, jeżeli pewnego dnia to zniknie? Nie pomoże ci? Nie podniesie cię z ziemi? Ze wszystkim zostaniesz... Sam? Podniesiesz się? Upadniesz jeszcze niżej?- te i wiele innych pytań krążyły po głowie Noriakiego, który ubierał kruczoczarny garnitur, by za chwilę wsiąść do lśniącej limuzyny, która zawiezie go do pobliskiego kościoła.
Jeszcze tylko muszka i... Już. Jest gotowy, mogą jechać. Jechać na pogrzeb jego siostry Kumiko, która długo i poważnie chorowała na niedokrwistość aplastyczną.
Nie wiedział co dalej będzie z nim, rodziną, ze skokami... No właśnie, skoki. Jest środek sezonu, czy sobie poradzi? Do tego jego żona lada moment urodzi... To wszystko zwaliło się na niego tak szybko... Musiał starać się być twardy, a przynajmniej sprawiać wrażenie, że taki jest.
[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel]
Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje.
Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlatego że nikt nie zwrócił uwagi na jego stan...A przynajmniej tak mu się wydaje.
Kiedy pewnego dnia, Lucyfer przechodzi koło pokoju swojego "największego wroga", czyli radiowego demona, przez uchylone drzwi widzi Alastora w naprawdę złym stanie i nie wiedzieć czemu, wchodzi do pokoju.
To daje początek specyficznym wydarzeniom oraz odsłanianiu sekretów i mimowolnym opadaniem z czasem masek, które nosili przez lata.
----------------------------------------------------------
Hejka! Od razu zaznaczam że jest to mój pierwszy fanfik, więc proszę wybaczyć jakby znalazły się tu jakieś wpadki😅. Mam nadzieję że historia was zainteresuje!!
! UWAGA !
JEŚLI NEI LUBISZ SHIPU RADIOAPPLE, DOBRZE CI RADZĘ, NIE CZYTAJ