Kto nie pije, ten nie ma męża
Wieczór kawalerski Chimneya przeszedł do historii 118 jako legendarna katastrofa, ale prawdziwy dramat rozegrał się w ciągu tych dwóch godzin, których nikt z nich nie pamięta. Trzy tygodnie później Buck i Eddie wciąż żyją w błogiej nieświadomości, nosząc na szyjach tanie rzemyki z metalowymi nakrętkami ze sklepu z narzędziami - przekonani, że to po prostu „pamiątki z melanżu życia".
Wszystko zmienia się podczas rutynowej akcji, gdy Eddie dostaje w łeb spadającą płytą gipsowo-kartonową. Przerażony Buck robi totalną awanturę na szpitalnym SOR-ze, żądając dopuszczenia do rannego przyjaciela. Wtedy bezwzględna pielęgniarka studzi jego zapał, obracając monitor i pokazując mu najnowszą, automatyczną aktualizację z bazy urzędu stanu cywilnego.
W rubryce najbliższy krewny widnieje jak wół: Evan Buckley-Diaz. Status: Małżonek.
Okazuje się, że w oparach tequili i za jedyne 49,99$, fałszywy Elvis z LA udzielił im prawnie wiążącego ślubu, a Hen i Chimney podpisali dokumenty jako świadkowie. I podczas gdy zszokowany Buck próbuje powstrzymać panikę przed biurokratyczną apokalipsą, mózg poturbowanego lekiem przeciwbólowym Eddiego generuje genialną, kowbojską logikę: „Skoro jestem w stu procentach hetero, a wziąłem ślub z Buckiem, to znaczy, że Buck jest moją żoną i moja heteroseksualność jest uratowana".
Jakby tego było mało, na horyzoncie pojawia się Connor - dawny znajomy Bucka, który kompletnie nie radzi sobie z ojcostwem i postanawia... podrzucić biologiczne dziecko Buckowi, uciekając do Tybetu.
Żeby zatrzymać malucha i stworzyć mu prawdziwy dom, „świeżo upieczeni małżonkowie" muszą udowodnić opiece społecznej, że są najbardziej ustatkowaną i tradycyjną rodziną w Kalifornii. Przed nimi 25 rozdziałów walki z pieluchami, powracającymi falami wspomnieniami z Vegas, nagłym syndromem zazdrosnego męża u Eddiego i wielkim odkryciem, że ta tequila po prostu dała im odwa